Coaching z Markiem Kotońskim

Wychodzę z założenia, że człowiek może wszystko osiągnąć sam – w miejscu przytulnym gdzie jestem, znalazłem się bez żadnej pomocy, mimo okropnych ograniczeń i problemów.

Gdybym miał mentora (np. siebie dziś), osiągnąłbym bez porównania więcej – nie było mnie jednak stać na wsparcie, więc było znacznie ciężej i dłużej, ale także się udało. Są „darmowe” książki w internecie, olbrzymia ilość wiedzy, wystarczy tylko czytać i ćwiczyć.

Po co więc wyrzucać pieniądze na rozmowę ze mną?

1. Ponieważ książka nie odpowie na Twoje specyficzne pytania i wątpliwości, a ja je w zrozumiały sposób wytłumaczę. Ogólny model terapeutyczny z książki, nie działa na wszystkich – mamy przecież różne osobowości, temperament, więc mogę go dostosować indywidualnie „pod Ciebie”, albo odrzucić taką terapię na rzecz innej, która moim zdaniem znacznie lepiej będzie pasowała.

2. Bo do określonego etapu w życiu można iść długo pod górkę, męcząc się i cierpiąc, albo znacznie szybciej i przyjemniej podlecieć na skrzydłach ekscytacji, jeśli wiesz na co zwracać uwagę i na czym się konkretnie skupić – tego nie da książka, tylko powiem ja.

Możesz sam próbować naprawiać kran czy rury, tygodniami grzebiąc się w szlamie – w końcu Ci się uda (jeśli nie zalejesz mieszkania swojego i sąsiadów), a możesz też wezwać fachowca, który zrobi wszystko raz dwa, a nawet małżonkę przytuli. Dużo łatwiej, ale ułatwianie życia kosztuje.

3. Bo dobrze wiedzieć, że w razie potężnych zawirowań życiowych masz kogoś, kto Cię odpowiednio nakieruje. Nie kolegę który może mieć wobec Ciebie różne plany, nie zawsze zgodne z Twoim interesem, a zawodowca i mentora w tym właśnie temacie – sama świadomość takiego wsparcia, dodaje dużo mocy i pewności siebie. Gdy wiesz że lądowanie nie będzie bolesne, przestajesz się bać działania.

4. Pracujesz wg. moich wskazówek, których udzielam za darmo na ecoego.pl, samczeruno.pl, radiosamiec.pl, ale coś Ci nie pasuje, gdzieś się zatrzymałeś, pojawiła się niezrozumiała reakcja podświadomości? – rozmowa potrafi wiele wyjaśnić, odpowiednio nakierować, dodać siły i entuzjazmu, gdy zaczyna ich brakować.

5. Życie się posypało – rozwód, zdrada, konflikty rodzinne. Czujesz jak wywierana jest na Ciebie potężna presja, której ulegasz wbrew własnej woli. Można radzić sobie samemu, a można korzystać z silnego wsparcia doradcy, który nie tyle doradzi, co da poczucie siły. Taka decyzja może człowieka naprawdę uratować od ciężkich przeżyć, oraz lat spłacania kosztów jednej złej decyzji. Jestem płatnym głosem rozsądku w Twojej głowie, gdy Tobie tego w ciężkich chwilach brak.

6. Bo jak Cię stać na luksusy, dobre rzeczy z gustem, tak samo stać Cię by mieć własnego doradcę emocjonalnego, jeśli tak mogę się nazwać.

Najczęstsze pytania i odpowiedzi.

Czy po sesji z Tobą będę szczęśliwy?

Nie. Ale sprawię że spojrzysz na swoje problemy z zupełnie innej perspektywy – przestaniesz w zdarzeniach widzieć porażkę, a zauważysz sukces; zdarza się nawet radość z kłopotów, kiedy wcześniej boleśnie uciskały, i uświadomisz sobie jak Ci w istocie pomagają. Z moich doświadczeń wynika, że stan euforii i nadmiaru siły utrzymuje się u moich klientów przez ok. dwa, trzy dni po sesji. Jeśli w tym czasie pracują nad sobą, mają szansę na zmianę, jeśli nie – i tak pewien rodzaj zrozumienia w nich zostanie, zmniejszając odczuwany poziom stresu.

Gdy zniszczono mi dwie strony internetowe (czyli w zasadzie wszystko co wtedy miałem), uznałem że jest to bardzo złe. Po chwili uznałem, że wszystko co się zdarza w moim życiu, w jakiś sposób mnie wzmacnia. Nie rozumiałem tego, ale mocno wierzyłem że tak będzie. Z nudów zaczałem pisać mini poradnik, który przerodził się w książkę „Stosunkowo dobry”, na której całkiem dobrze zarabiam. Gdy kończyłem pracę, bystry chłopak wszystko mi naprawił w jeden dzień kilka razy taniej, niż chcieli w innych firmach. Zdarzenie było złe, ale tylko z pozoru, bo tak naprawdę zarobiłem nie tylko pieniądze, napisałem dla ludzi dobry poradnik, to jeszcze umocniłem się w wierze, że wszystko co złe – chociaż mogę tego aktualnie nie rozumieć i się gniewać, zawsze działa na moją korzyść. To jak z siłownią gdzie ból cieszy, gdyż wiesz że jest koniecznym elementem wzrostu mięśni i przyczyną późniejszego zadowolenia. Czy na siłowni ktoś szlocha, ma depresję? A przecież cierpią, krzyczą z bólu. Tak więc ból trzeba zrozumieć, a nie się go wypierać. Ból można pokochać, ale musisz to dokładnie zrozumieć. Z moją pomocą staje się to możliwe.

Skoro nauczasz jak być szczęśliwym, czy sam osiągnąłeś szczęście?

Nie, ale jest mi znacznie lżej i przyjemniej żyć. Zmiana jest szokująca dla mnie, biorąd pod uwagę że od dzieciństwa byłem niezwykle zakompleksiony, nieśmiały i neurotyczny. To po prostu działa, ale jest wynikiem nawet nie pracy nad sobą, a zrozumienia pewnych spraw. Jedno mądre wytłumaczenie, da Ci więcej niż lata pracy nad sobą.

Jeździsz piętnastoletnią kią (teraz chevroletem evandą, jak dyrektor PGR-u), masz ciężką chorobę (prawie minęła, ale jaja), mieszkasz w kawalerce, nie masz pracy ani związku (ale zarabiam i ŻYJĘ). Jakim cudem masz mnie uczyć prosperowania w życiu i związkach?

I owszem. Ale wydałem cztery książki, piszę szanowane przez wielu ludzi felietony (spójrz na wykształcenie prawie dziewięćset moich fanów na fejsie, chociaż jest ich dużo więcej), i najważniejsza rzecz – nie patrz na to co ktoś ma, ale na to skąd zaczynał. Ja zaczynałem od nędzy, ciężkiej, upokarzającej choroby (niektórzy się wieszają z rozpaczy), latami byłem zamknięty w domu nie mogąc z niego wyjść, a teraz żyję na luzie, spokojnie. Realnie patrząc osiągnąłem więcej, niż większość znanych ludzi sukcesu – i nie dzięki masie książek które przeczytałem, ale z tego co z najlepszych z nich wyciągnąłem. I te przemyślenia sprzedaję, jeśli ktoś nie chce latami czytać, by dojść do tego co może usłyszeć w kilkanaście minut. Poza tym choroba która miała się pogłębiać, mocno ustępuje – ale nie dzięki cudom, a pracy nad sobą (czyli podświadomości) i zrozumieniu.

­

Mało?

­

Tak, masz talent, to czuć. Ale darmo dostałeś od Boga, więc darmo pomagaj.

Talent mam za darmo, ale żeby go wykształcić, wyłuskać, umieć go zogniskować w pisaniu i mowie, musiałem poświęcić dziesięć lat życia, których nikt mi nie zwróci. Po tylu latach nauki, zwłaszcza że jestem dobry w tym co robię, mam prawo sprzedawać tę wiedzę. I jeśli nadal uważasz że jestem Ci coś winien, to wiedz że życie też dostałeś za darmo, więc oddaj mi nerkę, przecież z jedną można żyć – bezczelne? Ano tak. Ja nie mając pieniędzy, osiągnąłem COŚ. Nie musisz korzystać z mojej pomocy, jeśli Cię na nią nie stać, i świat się od tego nie zawali – dojdziesz być może znacznie dalej niż ja, ale to potrwa.

To jest luksus, dodatek – ja też bym chciał piękny samochód, ale skoro mnie na niego póki co nie stać, nie wymagam by ktoś kto umie je wytwarzać, sprzedawać czy projektować (dar od Boga), mi je dał. Mam swoją kijankę (chevroleta, ta bestia nie jeździ tylko płynie), też dojadę gdzie trzeba – tylko w mniejszym komforcie, chociaż poczucie satysfakcji z jazdy autem nie zależy wcale od auta. Przecież są milionerzy których stać na rollsa, a jeżdżą oldtimerami dla poczucia przyjemności – czyli to my generujemy spełnienie, a nie przedmioty i zabawki. Warto się tego nauczyć. Moja metoda na satysfakcję z jazdy kia, to apokaliptyczne wyobrażenie sobie, że idę całymi dniami wykończony po wymarłym świecie, i nagle natykam się na sprawną kia – och, jakaż rozkosz, jakie poczucie szczęścia! Realne jak najbardziej. Kiedy świat mi czegoś nie daje, sam sobie to daję. Czas ucieka, szkoda życia na biczowanie się kiedy wcale nie jest to konieczne.

Dawniej Cię lubiłem, a teraz się kurwisz za pieniądze, sprzedajesz.

Lubiłeś, bo miałeś za darmo. Ale czy coś co masz za darmo, doceniasz, cieszysz się z tego, szanujesz? Nie, bo jak nie dajesz czegoś z siebie w zamian za moją wiedzę, to znaczy że jest dla Ciebie bezwartościowa. To że sprzedaję wiedzę, pomaga Ci realnie znacznie więcej, niż darmoszka – bo to szanujesz, doceniasz, pracujesz – skoro wydałeś pieniądze, nie chcesz wyjść na głupka więc działasz. A za darmo? Nic się nie chce.

Większość ludzi tak naprawdę nie chce zmiany w życiu, boją się jej – ale każdy deklaruje że chce. Jedynym sposobem by sprawdzić czy naprawdę chcesz, jest Twoja gotowość do płacenia. Jeśli mocno chcesz – płacisz. Jeśli nie chcesz, wymyślasz tłumaczenia, żeby ktoś poświęcił Ci swój czas i energię za darmo. Kiedy ja chcę wiedzy, kupuję książki – płacę. To jedyny wyznacznik Twego chcenia.

Poza tym muszę jeść i pić. Dziwne!

Jestem nieśmiały, wstydzę się Ciebie i swoich problemów.

Pracowałem z takimi wyzwaniami, że wątpię by coś jeszcze było w stanie mnie zdziwić. To jak z pójściem do lekarza, kiedy musiałem pokazać penisa. Lekarzem okazała się być zgrabna babeczka, a ja myślałem że zapadnę się pod ziemię. Ale po chwili zrozumiałem, że taka osoba jest jak ornitolog – widziała więcej ptaszków, niż jest ich na niebie. Dla niej to rutyna, narząd, organ, kawał mięcha – a że niespecjalnie duży, uwagi specjalnej nie zwróci. Sam proces tłumaczenia i zrozumienia sprawił, że pozbyłem się całkowicie wstydu, nie na tyle jednak, by zaprosić Panią doktor na kawę z ciachem u mnie. Nawet się uśmiechnąłem wyjmując Winowajcę ze slipków. Tak więc musisz sobie uświadomić, że im gorsze rzeczy usłyszę, tym mocniej mnie to rozwija, interesuje i daje większa motywację – im gorsze rzeczy usłyszę, tym lepiej. No chyba że dotyczą pedofilii, popełnionych przestępstw itd., które to będę musiał zgłosić do nomen omen, organów.

Zasady
Coaching ze mną jest możliwy tylko i wyłącznie po przeczytaniu mojej książki „Stosunkowo dobry” (19,99PLN), gdzie wyjaśniam zasady działania podświadomości. Bez tej wiedzy, straciłbym kilka godzin na jej tłumaczenie – a po jej przeczytaniu, trzeba dać sobie kilka dni na spokojne przetrawienie, zrozumienie.

1. Dokonujemy zakupu e książki „Stosunkowo dobry” KLIK

2. Piszemy (coztymikobietami@onet.pl) czego oczekujemy po sesji, jaki mamy problem – dzięki temu nie trzeba tracić opłaconego czasu na coś, co już będę wiedział, oraz obmyślę cały plan działania.

3. Umawiamy się, i jeśli wpłata (200PLN/45minut) jest na moim koncie, możemy zaczynać. Pracuję tylko na skype, nie udzielam swojego numeru telefonu. Jeśli współpraca będzie stała, a klient potrzebuje stałego wsparcia i go na nie stać, możemy kontaktować się telefonicznie w formie stałej.

Nie pracuję z kobietami.

2 thoughts on “Coaching

  1. Ja miałem sesję u jednego dobrego coacha w Warszawie. Potrafi szybko rozpoznać Twój problem. Pracuje również z kobietami. Skutecznie pomógł mojej siostrze. Z oczywistych względów nie będę go reklamował na stronie Mistrza.

  2. Cześć, jeśli nie pracujesz z kobietami, to czy mógłbyś polecić kogoś mądrego i zaufanego, kto pracuje z nimi z podejściem podobnym do twojego?
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz