Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Kobiece sidła, w które złapie się każdy facet

Jest dla mnie szokujące, jak bezmyślnie przechodzimy nad takimi sprawami jak reklamy, które drwią z naszej rzekomo wolnej woli. Ciągle o tym piszę, ponieważ bezustannie dręczy mnie myśl, dlaczego nikt nie wyciąga z tego wniosków. Są one co najmniej wstrząsające.

Moda dla baranów

Wyobraźmy sobie taką sytuację z życia wziętą. Panie dostają histerii na punkcie jakiejś fryzury, sukienki czy stylu ubierania się. Każda chce wyglądać jak modny wzór, nachalnie promowany w telewizji, modnych gazetach, internecie Jeśli tak nie wygląda – czuje się źle sama ze sobą, nie śpi, nie je, nie może znaleźć sobie miejsca, atakuje rodziców, chłopaka, męża bądź znajomych; słysząc śmiech – wyobraża sobie że to na pewno z niej, bo nosi ciuchy z poprzedniego sezonu, już niemodne. Po prostu źle się czuje, a mówiąc wprost – cierpi psychiczne męczarnie, przeżywa wewnętrzny konflikt. Jeśli wygląda jak promowany wzór bo kupiła kieckę czy jakiś kamyczek – czuje się dobrze, czuje się dowartościowana, może z pogardą patrzeć na te kobiety, które nie wyglądają tak jak trzeba, modnie. Mijają problemy z łaknieniem, snem, poczuciem bycia odstającą od stada czarną owcą; jest KIMŚ. To oczywiście nieprawda, nie jest kimś, a ofiarą agencji reklamowej.

­Ale są też faceci, którzy bez nowego Iphona czują się źle – a gdy go kupią, czują się dobrze. Lista męskich gadżetów jest równie długa co kobieca.

Jak zrobić ze szmaty kult? Zapłać.

A co to jest trend, moda? To koncern płacący pieniądze agencji reklamowej, która jakąś szmatę czy cokolwiek na czym ktoś zarabia, przedstawia w taki sposób by ludzie poczuli tej rzeczy BRAK EMOCJONALNY. Brak jest niemiłym odczuciem, więc chcemy go zaspokoić – gdy kupujemy jakiś przedmiot, poczucie braku znika i wraca dobry nastrój. Dana rzecz nie daje nam przyjemności, a likwiduje wykreowany brak który odczuwamy jako przyjemność. Przecież jeśli ktoś nas mocno bije i się zmęczy, koniec bicia odczuwamy jako wielką przyjemność, ale przecież nią nie jest. Czy to nie genialne?

­Wykreowano nam poczucie braku, negatywną emocję – oraz pokazano, jak można ten brak zlikwidować, by doświadczać przyjemności – oczywiście trzeba kupić dany przedmiot, wtedy wróci dobry nastrój. Dokładnie tak samo działa w naszej kulturze kościół katolicki – najpierw kreuje poczucie winy, grzechu, niegodności za śmierć Jezusa i grzech pierworodny, a później za drogie uczestnictwo we wspólnocie (chrzest, bierzmowanie, śluby, pogrzeby itd.) oferuje chwilowe wyzwolenie od stworzonego przez siebie odczucia. Musi być chwilowe, bo by klienci przeszli do konkurencji, albo nie daj Panie Boże, w ogóle nie korzystali z usług religijnych. Dlatego od dziecka akwizytorzy tej organizacji (księża) mocno pracują nad tym, by niewinnym i naiwnym z natury dzieciom wtłoczyć do głowy silne poczucie winy i niegodności za pieniądze rodziców. Nie opuści ich ono do końca życia, rujnując seks, zdrowie, związki, finanse i każdą ich działalność. Jak człowiek wierzący że jest winny śmierci jakiegoś mądrego Żyda sprzed dwóch tysięcy lat, ma być szczęśliwy? Poczucie winy wytworzone w dzieciństwie przesącza się do myśli, uczuć a nawet wyglądu, rujnując życie człowieka, nie pozwalając mu na osiągnięcie pełni swego potencjału i szczęścia. Korporacja religijna zarabia na tym nieprawdopodobne, fantastyczne wręcz pieniądze.

Wolna wola i inne bajki dla plebsu

To gdzie jest ta wolna wola? Zdecydowana większość ludzi reaguje dokładnie tak, jak chce agencja marketingowa, czyli ludzie utrzymywani przez tych, którzy im dobrze zapłacą. Gdyby reklama nie działała, nikt nie inwestowałby w nią ponad pół biliona dolarów rocznie. Jeśli ktoś wierzy ze reklama na niego nie działa, jest z pewnością jej ofiarą. Reklama nie oddziałuje na umysł i inteligencję, a na podświadomość, więc jeśli ktoś nie wie jak działa ta część jego osobowości, jest kompletne bezbronny. Opisuję to wszystko w książce „Stosunkowo dobry”. Wklejam tekst o wydatkach na reklamę w 2014 roku:­

W bieżącym roku wydatki na reklamę w naszym kraju mają być o 1,8 procenta wyższe niż w roku minionym – prognozuje dom mediowy ZenithOptimedia Group. Ich łączna wartość ma sięgnąć nawet 6,5 miliarda złotych. Z kolei globalne wydatki mają wspiąć się o 5,4 procenta, sięgając 524 miliardów dolarów.

Tłuścioch gwałci nasze umysły codziennie

Chciałbym byście szanowni Państwo to sobie UŚWIADOMILI. Ktoś kto ma pieniądze, może w was stworzyć poczucie braku, czyli negatywne emocje – i przewidzieć w jakim kierunku będziecie działać, by się tego nieprzyjemnego uczucia pozbyć. To kwestia odpowiedniej reklamy, dobrych speców i propagandzistów, oraz pieniędzy. Idziemy w kierunku który ktoś nam wytyczył, dokładnie obliczył ile na nim zarobi. Nie wiem jak dla Państwa, ale dla mnie to wstrząsające, to policzek dla mnie. Jestem jednak już za cwany, by się buntować i odwracać krzyż do góry nogami bo to dziecinne działanie – ja chcę zrozumieć, poznać te prawa i się od nich uwolnić by mnie nie więziły. Myśl że jakiś tłusty spaślak, szef koncernu (spożywczego, militarnego, religijnego, państwowego) kieruje moimi emocjami, jest dla mnie obrzydliwa.

­To kim jesteśmy, oraz to czego pragniemy jest w nas WYKREOWANE. Większość naszych pragnień, pożądań i dążeń nie jest NASZE, a jest wynikiem PRANIA MÓZGU w postaci reklamy, propagandy, oddziaływania społecznego, religijnego, czyli wpływu korporacji religijnych, sprzedających gruszki na wierzbie za realne pieniądze.

Ludzina z ziemniaczkami i kapustką

Muzułmanin jak sobie wyobrazi jedzenie wieprzowiny, dostanie wymiotów – ogarnie go poczucie winy, strach przed piekłem, bo tak go uwarunkowano. Polak – katolik zje świnię ze smakiem, bo wprawdzie zwierzę boi się panicznie śmierci i jest jej świadome, ale prawdziwy Polak ma to gdzieś, przecież nie będzie jadł kartofli ze śmietaną. Co ich różni? Tylko to, co im wmówiono. Żyd i muzułmanin zanim ubiją krowę, będą ją męczyć stosując ubój rytualny „halal” – czyli poderżną wierzgającej i ryczącej z bólu i przerażenia krowie gardło by się wykrwawiła, bo tak nakazuje im „Bóg”. Polak się tym oburzy – i będzie miał rację, bo cierpienie konającego zwierzęcia nie ma nic wspólnego z żadnym Bogiem. To czysty sadyzm i jeśli mieszamy w to niewidzialnych przyjaciół, będzie to zapewne ktoś z drugiej, ciemnej strony. Miłość z bestialskim cierpieniem zwierzęcia nie może mieć nic wspólnego. Smacznego!­

W Azji jedzą owady ze smakiem, my się od tego porzygamy. Ludzkie mięso podobne jest w smaku do wieprzowiny, jest pożywne i smaczne – każdy je zje, chyba że się dowie co je, wtedy nastąpi reakcja obrzydzenia i wymioty. „Ludzinę” jedzono na froncie wschodnim (np. Stalingrad) czy w trakcie wielkiego głodu na Ukrainie, gdzie komuniści zagłodzili niemal dziesięć milionów ludzi. Rodzice wielu dzieci zarzynali jedne, by wykarmić drugie – inaczej wszyscy by umarli.

Ludzie to bezrefleksyjne roboty

Wszystko to jest efektem wychowania, czyli tak nas uwarunkowano – jak roboty. My w życiu nie realizujemy siebie, tylko cudze wzorce i pomysły na życie. Żyjemy jak roboty, jak żywe trupy. Takich przykładów jest cała masa, a pokazuje to nam jak jesteśmy PROGRAMOWANI. Robi się z nami to samo, co z komputerami – tylko że przy komputerach są pryszczaci, tłuści programiści, a przy nas tłuści, lubieżni marketingowcy z białym nosem. Oczywiście spece od manipulowania dużymi masami ludzkimi, to są bardzo inteligentni ludzie, czasem prawdziwi artyści, a od manipulowania emocjami klientów bazarów i zakupów cebuli wystarczy mieć skończoną kiepską prywatną uczelnię, np. w Częstochowie.­­

Mniejsza z tym. Od wielu lat mnie zastanawia jedna kwestia, która akurat dla mnie jest bardzo ważna. Na ile pragnienie bycia z tą podobną jedną jedyną „połówką pomarańczy” jest nasze, wypływa z naszej „duszy”, centrum, ducha – jak zwał tak zwał – a na ile z programowania społecznego. W końcu od dzieciństwa nam się wmawia, że jak szczęście to tylko z drugą osobą. Wszelkie bajki, seriale, filmy, komiksy… wszystkie nam od dzieciństwa wmawiają, przekonują i czarują, że szczęście to kobieta i dziecko. Jesteśmy tym shitem bombardowani od dziecka tak mocno, że nawet nie podejrzewamy że może być to nieprawda. Jesteśmy przekonani że tak właśnie wygląda życie – niestety, tak wygląda życie serialowe, które tworzą rozwodnicy i narkomani. Z życiem realnym ma to tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Rozwój to pozbywanie się a nie nabywanie wiedzy

Ponieważ to co Państwu opisuję fascynuje mnie od lat, obserwuję swoje reakcje, emocje – moje wnioski są katastrofalne, przerażające. Ja się nie dziwię że większość ludzi uważa mnie za wariata, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że to co ja u siebie „wybadałem”, jest w sumie straszne. Nie każdy ma ochotę takie rzeczy poznawać, kiedy świat pełen przyjemnych i wiele obiecujących bodźców zachęca, kusi i nawołuje jak morskie syreny.­

Jesteśmy sumą cudzych wzorców. Przekopanie się przez ten cały burdel do siebie prawdziwego, to zadanie na całe lata. Poznanie tego co lubimy, ku czemu się skłaniamy, jaki mamy naprawdę charakter i pasje – to coś do czego trzeba się dogrzebać. To nie jest proces gdzie zdobywamy jakąś wiedzę, coś dodajemy – wręcz przeciwnie, trzeba tony cudzych śmieci wyrzucić, pozbyć się tych toksyn bo poświęcamy życie dla cudzych celów, marnujemy nasz ograniczony czas na realizację CUDZYCH celów.

Pytanie retoryczne

Dlatego zadaję retoryczne w zasadzie pytanie. Czy szanownych Państwa marzenia o związku, wasze wizje jak wtulacie się w ukochaną osobę i jesteście szczęśliwi… czy one są wasze, czy wam je wmówiono, tak jak wmawia nam się wiarę w wielkość Jobsa, Wałęsy i wielkiego Papieża Polaka? Kilkadziesiąt lat temu masy ludzkie wierzyły w boskość Hitlera, Stalina, Mao i Pol Pota, dlatego jestem bardzo ostrożny, gdy mówi mi się kogo mam czcić.­

To bardzo trudne pytanie, ponieważ odpowiedź nie może przyjść z umysłu, z szablonów którymi automatycznie reagujemy (zaczerpnięte z filmów, komedii romantycznych i fantazji), a musi to być wypracowana porządkami swego umysłu prawda, której wydobycie musi potrwać.

Życie bez żony i dzieci jest możliwe

Przyznam że swego czasu byłem przerażony, gdy UŚWIADOMIŁEM sobie że nie chcę mieć stałego związku – oraz nie chcę dzieci. Nie potrzebuję kobiety, dzieci, pieniędzy ani religii do szczęścia, ponieważ szczęście to NAWYK REAGOWANIA a nie jakikolwiek „obiekt” (przedmiot bądź osoba to dla naszego umysłu to samo) na zewnątrz mnie. Szczęście muszę wyćwiczyć, przyłożyć swój czas, energię i wysiłek, a nie liczyć że ktoś czy coś mi to da. Jeśli ktoś mi da szczęście, wcześniej czy później zażąda OLBRZYMIEJ odpłaty. Obserwuję to od lat w związkach i wszelkich ludzkich relacjach, które są wzajemnymi relacjami żebraków – obie strony prawnej umowy małżeńskiej chcą od siebie uzyskać poczucie przyjemności. Jeśli nie mam szczęścia, nie chcę go od innych, ponieważ nie chcę być od innych zależny. To jak z pieniędzmi. Jak czegoś chcę, nigdy nie wezmę kredytu – nie mam pieniędzy, nie kupuję. Kredyt mnie wiąże oraz drogo kosztuje, czyni niewolnikiem – zwłaszcza konsumpcyjny.

Natomiast potrzebuję seksu, ponieważ go lubię. Ale żeby go mieć, nie muszę się żenić – zresztą jak wskazują lata mojej pracy z ludźmi, seks po ślubie przeważnie znika, przekształca się w rozpacz, depresję czy fochy bądź agresję niezadowolonej partnerki. Dzieci także nie dają szczęścia – dają dumę od czasu do czasu, ale to tylko promil czasu. Resztę wypełniają strach o dzieci, gniew na nie że są od nas inne – czy że nami gardzą, bo się zatraciliśmy w konsumpcjoniźmie. Dzieci więcej widzą, ponieważ nie muszą zarabiać na życie, zgnoić się w imię pensji. Ale i na nie przyjdzie czas, by zostać zgniecionymi przez system w jakim żyjemy.

Lubię ten świat

Mam 36 lat, oraz smutną świadomość że nie żyję wiecznie. Wcześniej czy później umrę, więc ze wszelkich sił pragnę zrozumieć kim jestem, po co pojawiłem się na tej krążącej w mroku planecie, gdzie mój gatunek skolonizował głupsze od siebie zwierzęta, bezwzględnie je eksploatując – i naiwnie liczy, że silniejszy od nas i mądrzejszy czy bardziej rozwinięty gatunek, nie żeruje podobnie na nas.­

Wejście w rozmnażanie i związki, to dla mnie koszmarna strata czasu. Jak mogę dać życie komuś, komu nie wytłumaczę kim jesteśmy? Dziecko ma być robotem jak ja i mamusia, zasuwającym dla elit i koncernów by realizować wykreowane w nim pragnienia? Dawniej tego pożądałem, ale gdy poznałem swoje pragnienia odkryłem że nie są moje. Uwierzyłem kłamstwom że tu znajdę szczęście, ale tam nic nie ma – lata pracy z facetami boleśnie mi to uświadomiły. Stereotypy każą mi zapuścić brodę, mieszkać w pustelni, srać w krzakach i podcierać się łopianem – ale to kolejna cudza wizja jakiegoś cwaniaka, za którą podążają nieświadomi. Kolejna to porzucenie świata, ale to także nie moja wizja. Lubię ten świat i jego rozkosze, ale nie chcę być od nich zależny. Bawię się nimi, ale uważam by mnie nie pochłonęły. Wypieranie się rozkoszy którą daje ten świat, to jakościowo to samo co obsesyjne zatracenie się w nim. To i to jest gówno warte. Pozytywna obojętność i dystans – to jest moje życiowe credo, które staram się realizować.

Śmierć robota

W każdej chwili myślę o śmierci, której nawet nie tyle się boję, ale której nie rozumiem i która mnie zastanawia. Co z moimi bliskimi? Co z komputerem gdzie mam tyle tekstów i pornosów? Co z forum braciasamcy.pl i moimi chłopakami na nim? Ciężka jest myśl że gdy umrę, wszystko to co stworzyłem zniknie. Swojego unicestwienia się nie boję, gdyż wszystko to kim jestem, póki co nie jest moje. Umrze cudza kalka a nie indywidualność, która w masowym świecie jest mitem. Jestem robotem który jest świadomy swego uwarunkowania. Szczęście w nieszczęściu.

Kim jestem? Nie wiem. Po co tu się narodziłem? Nie wiem. Jaki jest sens mojego istnienia? Nie wiem. Może tak ma być, może niewiedza jest błogosławieństwem? Dzięki niewiedzy mogę doceniać każdy dzień, odczucia mojego ciała. Świat wydaje się przerażąjący ale i fascynujący, jak magiczny świat z dziecięcych wyobrażeń. Ja nic nie wiem, ale mój umysł wypełniają tysiące przeczytanych teorii. Dlatego każdy dzień witam jak przygodę, z fascynacją ale i lękiem. Może dziś na mnie przyjdzie pora? Nie ma się co żalić, głodny nie byłem, chłodu nie zaznałem jak miliardy ludzi, ale człowiek mimo wszystko chce żyć. Ten bezwzględny instynkt życia, czyni mnie jego niewolnikiem i poddanym.

 

http://newsy.braciasamcy.pl/   nowy portal dla nas.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!

——————–

Setki moich felietonów KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek „Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK.  Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

19 thoughts on “Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

  1. Moim zdaniem potrzeba bycia w związku jest nie tyle wmówiona co kulturowo wyolbrzymiona, tak samo jak wiele innych potrzeb. O ludziach którzy nie żywiąc żadnego uczucia wobec obiektu z którym za wszelką cenę chcą być można powiedzieć że ulegli takiej presji z zewnątrz, natomiast osoby zakochane to inna para kaloszy. Gdy jest się zakochanym pragnie się bywać w pobliżu obiektu wyzwalającego miłość, łaknie się tego zachwytu. To nie jest wmówione – bo cały organizm mówi Ci że ona/on to światło dla Twojej ciemnicy. To fajny stan, warto jednak uważać, by nie przysięgać/nie zawierać wiążących omów, być świadomym że wszystko kiedyś przemija. Moim zdaniem dwójka ludzi powinna się ze sobą spotykać dopóty relacja ta działa na nich inspirującą, konstruktywnie, daje im radość. Jeśli zaczyna się wzajemna pogarda, żale, kłótnie – najlepiej się rozstać. W naszej kulturze niestety przyjęło się żeby być ze sobą na dobre, i złe, co skutkuje -„Nienawidzę cię stara krowo”, „Obyś zdechl” – wypowiadane tysiąckrotnie do śniadania, i kolacji. Ludzie pobłażliwie, i z lekceważeniem patrzą na czyste, dziecięce zakochanie, natomiast „trwanie-przy-kimś -kogo-nienawidzą-do-końca” gloryfikują, i nazywają „prawdziwą miłością”.

  2. Zauważcie że muzyka, natura, energia z przestrzeni (void), słońca czy pasje dodają energię, są czystą bezpośrednią energią (wysoka częstotliwość), bo nie są ludźmi, to jest ważne spostrzeżenie, które ma ogromny wpływ na samopoczucie. Korzystaj z niej do woli, wspaniałe źródła bez ograniczeń. Ludzie to wtórne źródła energii, wręcz pochłaniacze, zawsze potrzebujące, bardzo niestabilne, nieefektywne, niewdzięczne, bardzo ograniczone w percepcji i właściwym działaniu (niska częstotliwość), dlatego nie należy przywiązywać się do tych źródeł, nie można na nie liczyć. Współdziałać jak najbardziej, razem po przebywać również. Poproś naturę i energię o zwrot, nawet nie musisz prosić, bo to jest twoja energia, która wraca w innej postaci. Uzależnienie się od ludzi, to najbardziej prymitywny i bolesny sposób pozyskiwania energii. Dlatego np Jogini pozyskują energię z otoczenia, czyli dawno wiedzieli o co w tym wszystkim chodzi, a wszyscy myślą że marnują swoją filozofią życie. Kto marnuje w tym wypadku życie?

  3. „Przyznam że swego czasu byłem przerażony, gdy UŚWIADOMIŁEM sobie że nie chcę mieć stałego związku – oraz nie chcę dzieci. Nie potrzebuję kobiety, dzieci, pieniędzy ani religii do szczęścia, ponieważ szczęście to NAWYK REAGOWANIA a nie jakikolwiek „obiekt” (przedmiot bądź osoba to dla naszego umysłu to samo) na zewnątrz mnie.”
    W związku z powyższym jeszcze kieruje cytat do autora bloga, który również dotyczy mnie samego:
    „To przed czym uciekasz jest Twoim powołaniem”
    http://ciemnanoc.pl/2014/02/08/klucz-do-alchemii-upadlych-mandala-cienia-cz-13/

    „Jak Bóg ma się przejawić w Twoim życiu, jeśli kontrolujesz każdy jego obszar? Przejawi się jako Niszczyciel, niszcząc to wszystko, co dawało Ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa.”
    -Farida Sorana

  4. I jeszcze jedna ciekawa książeczka wspomnianej przeze mnie Pani
    Kinga Wiśniewska-Roszkowska
    Eros Zabłąkany
    (optymistyczne, że część kobiet potrafi rozumieć pewne procesy)

  5. „Stereotypy każą mi zapuścić brodę, mieszkać w pustelni, srać w krzakach i podcierać się łopianem – ale to kolejna cudza wizja jakiegoś cwaniaka, za którą podążają nieświadomi. Kolejna to porzucenie świata, ale to także nie moja wizja. Lubię ten świat i jego rozkosze, ale nie chcę być od nich zależny”
    W rezygnowaniu z przyjemności, ascezie coś jest i nie bez powodu temat ten od wieków zakorzeniony jest w niemalże wszystkich kulturach.
    Polecam książkę (jest chyba na chomiku):
    Asceza, moralność, zdrowie / Kinga Wiśniewska-Roszkowska.
    Chciałbym wskazać, iż bardzo wielu tzw. „wielkich ludzi” cechujących się ponadprzeciętnymi zdolnościami zostało z drugiej strony obdarzonych przez naturę jakąś „ułomnością” by zachować równowagę w przyrodzie (np. stephen hawking i jego choroba, isaak newton, który ponoć umarł jako prawiczek, tesla- kawaler i inni ekscentrycy). Powyższe tłumaczyłaby teoria wahadeł zawarta w książkach Zelanda, iż każde odgięcie wahadła (tzw stan nierównowagi w jakieś sferze życia) jest rekompensowany przez taki sam nierównowagi w jakimś innym aspekcie.
    Po trzecie wreszcie należy zauważyć, iż nie ma idealnych ludzi, idealnych związków i tym bardziej idealnych ustrojów i systemów politycznych. Wszystko to, do czego dążą ludzie czy to w skali mikro jako jednostka, w skali średniej jako rodzina, skali makro jako społeczeństwo danego kraju czy skali globalnej jest tak naprawdę iluzją. Dążenia te to przede wszystkim bezpieczeństwo, stabilizacja, spokój, brak wojen i konfliktów, brak chorób. Jak pokazał eksperyment calhouna zapewnienie takich warunków w jakiejkolwiek skali (mikro, średniej czy globalnej) prowadzi do wymarcia gatunku. Tak więc wszelka dłuzsza stagnacja nie jest dobra i należy ją burzyć. Czemu w czasie wojny (w Polsce np w stanie wojennym za komuny) rodzi się więcej ludzi. Człowiek jako gatunek w sytuacji niepewności i zagrożenia jest bardziej skłonny do rozmnażania vide dziecioroby w krajach 3 świata i przeciwstawnie postępowa i pokojowa europa.
    W sumie to nie wiem jakie konkluzje wynikają z powyższego ale myślę, spłycając wszystko, że celem każdej jednostki jest doznawanie przyjemności i unikanie cierpienia. Wiele nurtów religijnych mówi o oświeceniu wskazując, że doznając go człowiek będzie permanentnie szczęśliwy co jest bzdurą. Nie ma możliwości doznawać permanentnego szczęścia. Zobaczcie co mówi anty nauczyciel duchowy w tym temacie (trochę leje wodę) ug krishnamurti, który spędził życie na szukanie oświecenia i go nie znalazł.
    Wychodzi na to, że rodzimy się i żyjemy by doświadczać nie tylko szczęścia ale bólu i cierpienia, który przecież paradoksalnie jest motorem rozwoju. Wszystko bowiem rodzi się z braku ( w tym wielkie rzeczy) a jak wiemy brak to napięcie i negatywne uczucie. Zdobycie czegokolwiek niczego nie uczy, uczy ścieżka prowadząca do tego zdobycia i wszystkie porażki. (zob. książka Obstacle is the way).

  6. Muzułmanin i Żyd inaczej zareagują na wieprzowinę ale już drapieżników boją się wszyscy :). Działają na nas nie tylko uwarunkowania behawioralne, ale i jeszcze silniejsze uwarunkowania ewolucyjne. Samo warunkowanie behawioralne jest możliwe dlatego, że człowiek ewolucyjnie nabył zdolność do uczenia się. Z obu tych „programów” (ewolucyjnych i kulturowych) należy zdawać sobie sprawę. Odnalezienie siebie i podejmowanie własnych decyzji wobec tego wszystkiego to nie lada sztuka.

  7. JankoMuzykant – „wierzymy we wszystko oprócz własnej ignorancji”. To ciekawe jak bardzo można zatruć swoją głowę i swoje przekonania.
    Skoro naprawdę uważasz, że to wszystko przypadek i nie ma celu i że jedynie jedna planeta na zadupiu kosmosu może posiadać inteligentne organizmy, to naprawę nie ma o czym rozmawiać.
    Życzę Ci tylko zrozumienia. Abyś kiedyś zrozumiał własny sens istnienia. Inaczej po prostu będziesz jedynie walczył o „bezsensowne” przetrwanie.

    Marek Kotoński:
    Rozumiem brak chęci do posiadania dzieci i żony, sam mam podobnie. Ja jednak po prostu nie sądzę, że poświęciłem wystarczającą ilość czasu na własny rozwój, aby być w stanie poświęcić go dalej na rozwój dziecka i odpowiednio je wychować. Po prostu chciałbym, żeby moje dziecko miało od początku wpajane same dobre przekonania, a więc najpierw muszę być do tego wzorem.

    Tutaj informacje o sensie istnienia:
    http://bioresonant.com/dl/download.htm?name=misja.pdf

    Dla mnie po przeczytaniu tej książki wszystko jest jasne. Zawsze czułem, że tak musi być.

  8. Wszystko już było. Szukanie samego siebie nie ma sensu, bo tak jak piszesz, jesteśmy zlepkiem otaczającego nas świata i naszej interpretacji tego świata.

    Należy pamiętać że człowiek nie jest niczym więcej niż tylko kolejnym zwierzęciem na tej planecie. W związku z tym nie należy wymagać od człowieka wzniesienia się ponad to i zmaterializowanie w innej formie 😀
    Jesteśmy zwierzętami! Nad inteligencją i świadomością, ciągle będą u nas królowały pierwotne instynkty.
    Rozkminę na wiele tematów można prowadzić w różnych kierunkach. Pod wieloma Twoimi spostrzeżeniami podpisuję się obiema rękami. W innych widzę inne kierunki, bardziej optymistyczne.
    W każdym razie fajny tekst. Pozdrawiam

  9. Dziękuję Marku za kolejny felieton, jestem Tobie wdzięczny za to co robisz i za Twoje „poświęcenie się”, ale zapytam co o tym sądzicie.
    Jeżeli jednostka w naszym społeczeństwie osiągnie ponadprzeciętne wyniki w samorozwoju osobistym , raczej nie będzie mogła „normalnie” egzystować w naszym społeczeństwie które będzie ją blokowało. Czytałem kiedyś o eksperymencie osoby która starała się kontrolować procesy „natury” w organizmie, po wynikach które tam przeczytałem, uważam że oprócz fizyczności i procesów hormonalnych ludzie nie mają płci. Wszystko co tutaj napisałeś w tym felietonie odkrywa kawałek wierzchołka góry lodowej która pod lustrem wody skrywa wielką bryłę. Temat odkrywania siebie i szukania własnego ja jest bardzo skomplikowany, myślę że człowiek jest taką gliną którą można ulepić, każdy ludzki proces można zaprogramować. Ale idąc Marku Twoim tokiem rozumowania gdy odkryjesz w sobie coś co nie da Tobie spokoju, co na zawsze zmieni Twoje życie i nie będziesz mógł egzystować „normalnie” co wtedy ? nie obawiasz się wyjścia z Matrixu w którym żyjemy ? osobiście uważam że sposób w jaki próbujesz się dokopać do własnego ja jest jak kształtowanie własnych materialnych upodobań i pragnień, zastanawiam się czy istnieje wyższy poziom oświecenia który sprawiłby że zupełnie inaczej spojrzymy na nasze relacje w życiu oraz w sposób w jaki je kreujemy. Pozdrawiam

  10. Ewolucjoniści tłumaczą nasze powstanie tym, że kiedyś istniała w oceanie olbrzymia ilość cząstek (łączących się na zasadach chemii) po czym w tych miliardach miliardów znalazła się jedna z ciekawym błędem a mianowicie- potrafiła się namnażać. Namnożyła się aż do granicy możliwości i była by tak została gdyby nie następna cząsteczka z prawie nieskończonej liczby, która potrafiła pochłaniać inne i rozrastać się. Dalej już poszło wg. schematu, że dzięki mutacjom i błędom tworzyły się bardziej dostosowane do zastanego chemiczno- fizycznego otoczenia cząstki, organizmy- maszyny do przenoszenia i przetrwania genów. Nie ma to celu i nie będzie miało, to był przypadek.

    Jest jednak wiele niewytłumaczalnych zdarzeń jak np. rysunki statków kosmicznych w ruinach piramid których to nie widziałem więc nie do końca daję wiarę.
    Na 3 miliardy gatunków istniejących na naszej planecie tylko 3 są obdarzone samo-świadomością, sumieniem. Takie małe prawdopodobieństwo dodane do znikomego prawdopodobieństwa istnienia planety zdolnej przenosić życie raczej wyklucza istnienie „obcych”.

Dodaj komentarz